FANDOM


Sweet Boo-Birth Day
SBBD by Amity.Gala
Sezon
Poprzedni: N/A
Następny: Bollywood here we come!
W Budowie (oby nie w wiecznej)

Sweet-Boo Birth Day - pierwszy samodzielny film autorstwa Rochi mouscedes. Jego premiera zaplanowana była na 17 Lipca 2016 (ale się lekko [chyba masakrycznie]opóźniła)

Ciąg zdarzeń będzie się pojawiał z czasem (czyli wtedy, gdy będzie mi się chciało coś napisać na Wiki lub odnajdzie mnie twórcza wena).

Opis

Blair świętuje swoje 117-urodziny, jednak nie jest zbyt szczęśliwa faktem, iż jest o rok starsza. Urodzinowa kosmitka Michelle Cake chce wprowadzić ją w szampański nastrój i oferuje jej jedno życzenie. Blair pod wpływem emocji nieostrożnie dobiera słowa i doprowadza do nieoczekiwanej sytuacji nie tylko w Straszyceum, ale i w na całym potworzym świecie. Gargulka chce naprawić swój błąd i cofnąć życzenie dzięki Michelle, jednak jej przyrodnia siostra Marcy La'Sweet porywa kosmitkę, by zaszantażować mieszkańców swojego świata do poparcia jej na główną strażniczkę całej magii w krainie. W bibliotece Blair dowiaduje się, że pomóc jej może "Ciasteczkowa  Korona"- kosmiczny artefakt, który trudno zdobyć. By tego dokonać trzeba wykazać się inteligencją, odwagą i sprytem. Blair wraz z San-Hee, Cherry, Genevieve, Sheheryzade i innymi upiorkami wraz z nowo poznaną Asami Pralines (która swoją drogą ma z tą sprawą więcej wspólnego niż sądzą) wyruszają do krainy zwanej "Candyfornia", która zrobiona jest cała z różnego rodzaju słodyczy zamieszkałej przez kosmitki i kosmitów. Droga do uwolnienia Michelle jest wyboista, a odnalezienie korony będzie kosztowało Blair coś bardzo cennego....

1

Blair chodzi korytarzem, mija ją fala ciepłych uśmiechów i życzeń, aż tu nagle....PSTRYK!
- San-Hee! Ile razy mam Ci mówić, że nie lubię, jak ktoś robi mi zdjęcia? - mówi wyraźnie poddenerwowana Blair.
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Ta nowa lustrzanka robi świetne zbliżenia, patrz! - Pcha ekran pod nos Blair. Na zdięciu widać gargulkę z wyraźnym uśmiechem niezadowolenia.
- Laski! - słychać głos Genevieve.
- Tu jesteście! - Biegnie w ich stronę.
- Jesteśmy i się nie ruszamy - słychać czyjś głos.
- AAAAA!! - San i Blair aż podskoczyły...
- Prawie dostałam palpitacji! - Blair złapała się za klatkę piersiową tam, gdzie mieści się serce.
- Cherry Cheddar, nie wiem jak to robisz, ale wystraszyłaś mnie! Ducha! Istotę martwą! - Duszyca włożyła aparat do pokrowca w obawie, że się zniszczy w bliskim kontakcie z Cherry.
- Od jak dawna tu stoisz? - wypaliła gargulka
- Jestem szczurem, wszędzie się wcisnę - rzecze Cherry, uśmiecha się i pokazuje swój piękny, szczurzy zgryz.
Blair zaczyna zastanawiać się jakim cudem szczurzyca ma tak piękne zęby, gdyż jej własne nie są w tak perfekcyjnym stanie. Już zaczęła się zastanawiać, że to może dzięki paście do zębów, gdy...
- Blair DeGhoul, słuchasz mnie? Czy mam powtórzyć to w jednym z języków obcych? - Genevieve aż pojaśniała ze złości.
- Co? A, tak, słucham, słucham. - Gargulica otrząsnęła się z zamyślenia.
- Więc, co właśnie powiedziałam? - spytała Gen.
- E... Cóż... Właściwie... - Blair zaczęła się jąkać.
- Mówiłaś, że Eclerka nie musi się martwić o dekoracje na imprezkę, gdyż Amelie Muroame i Cloudia di Angelo oraz Mia Pyramids wszystko załatwią - odpowiedziała za gargulkę San-Hee, wyraźnie dumna, że mogła błysnąć swoją dobrą pamięciom.
- BRAWO! Jedyna osoba, która się przejmuje. - Genevieve przestała świecić, co oznaczało, że już się uspokoiła.
- To nie jest tak Genevieve, że się nie przejmuję, tylko... - Blair zaczęła dyskusję, ale w słowo weszła jej San-Hee.
- Tylko co?
- Tylko - Blair dokończyła - Ech... to tylko moje urodziny, zwykły dzień jak co dzień, nie rozumiem, po co tyle zamieszania, w dodatku obawiam się, że...mogłaby być na przyjęciu jakaś wpadka, a ja nie chcę ponosić za nikogo odpowiedzialności.
Blair przypomniała sobie poprzednie przyjęcie w MH z okazji końca sprawdzianów końcowych. Wówczas ktoś (Toralei i jej przyjaciółeczki) dodał do ponczu środek na "lepsze trawienie". Biedna Blair spędziła pół nocy zajmując koleżankom miejsca do umywalni.
- Te kotki są pod kloszem - rozległ się słodki, dziewczęcy głosik Miusy.
- Słyszałam, że przez tydzień mają zostawać po lekcjach w ramach kary za "upiększenie" samochodu Hacka...
- Dobrze wiedzieć - oznajmiła Cherry i zaczęła jeść tosta z serem, którego miała na drugie śniadanie.
- Widzisz? Nie musisz się martwić o problemy... przynajmniej te gastryczne. - Na twarzy San-Hee pojawił się "bananowy uśmiech"; Genevieve zapisała coś w swoim notatniku, Blair chwyciła torbę.
- Ale nadal nie rozumiem, po co tyle zamieszania? Nikt nigdy tak hucznie nie świętował moich urodzin, a (nie)żyję już od ponad 416...no, 417 lat.
- Słyszałam, że Flora Grant szykuje śpiewającą orkiestrę stworzoną z kwiatów, mają być też fajerwerki - wtrąciła się Miusa.
- Och, to dlatego, że do tej pory nie świętowałaś urodzin w Straszyceum. - Genevieve objęła koleżeńsko gargulkę.
- A nikt tak jak my uczniowie MH nie kocha imprez! - dodała Cherry z w pół przeżutym tostem w jamie ustnej. Blair wymusiła od siebie słaby uśmiech. Irytowało ją to, że szczurzyca mówiła z pełną buzią, gdyż powszechnie wiadomo, że gargulka tego nie znosi. Wtem zadzwonił dzwonek ogłaszający koniec przerwy i początek jednej ze znienawidzonych przez Blair lekcji.
- Świetnie, histeria - (taki przydomek Blair nadała lekcji historii) pomyślała gargulka i z niechęcią zabrała torbę i ruszyła do pokoju nauczycielskiego w poszukiwaniu nauczyciela, z którym miała nauczanie indywidualne.

2

-Sześć morderczych lekcji później, stołówka-


- Cześć, Mia! - woła Raquelle. Do stolika, przy którym siedzą także Blair, Gen, Leah, Yasina i San-Hee oraz Cassidy podchodzi odziana w nową, błyszczącą sukienkę Mia. W  jej ręce spoczywa taca pełna Sambouseków (libańskich pierożków) i czekoladowych ciasteczek.
- Więc, wracając, spójrzcie! - woła rozpromieniona Sunny. - Ten najnowszy cud techniki robi takie zbliżenia, że mogę policzyć, ile ktoś ma porów na twarzy! - San podłożyła urządzenie pod twarz Leah.
- Hej! Sama się kameruj! - woła Leah i odpycha aparat od swojej buzi, tym samym potrącając ciasteczko z tacy Mii, które upadło na pierzastą spódnicę Raquelle.
- Leah! Mózg Ci zmroziło?! - Wściekła harpia zaczyna ścierać krem ze swojej kreacji.
- Wiesz, że nie lubię, kiedy ktoś mnie fotografuje lub nagrywa. - Leah posłała znaczące spojrzenie San-Hee. Zawstydzona duszyca zagryzła wargę. Blair pokiwała głową na znak zrozumienia.
- Wiesz Raquelle, powinnaś iść do umywalni zanim czekolada zaschnie na twojej spódnicy - odrzekła Yasina, poprawiając spinkę w swoich ciemnozielonych włosach.
- Ciiii... słyszycie? - miauknęła Cassidy. W tym czasie Raquelle wyszła.
- Co się stało? - Genevieve wstała od stołu i spytała stojącą nieopodal swoją dobrą przyjaciółkę, Cloudię di Angelo. Anielicy towarzyszyły Riley, Flora i Symphony oraz Ori Gami, a także Sunna.
- Sonna i Sechmet... - pisnęła Cloudia i w przerażeniu wytrzeszczyła oczy.
- Ohoho...- Gen się również lekko wystraszyła.
PAC!
Siedem upiorek momentalnie się obróciło.
Gen skamieniała, tuż przy bufecie naprzeciwko siebie stały Sechmet Saytara oraz Sonna. Obie znane ze swoich charakterków, niczym wyjęte spod prawa westernowe bandytki, dzierżyły w zaciśniętych pięściach kawałki bezy z obiadu.
- Czy im się wydaje, że to jakiś western? - spytała Amelie Muroame, która stanęła obok Gen. Cloudia wzruszyła ramionami.
SZZZ!
Przez stołówkę przeleciała truskawkowa beza rzucona przez Sechmet. Jednak zamiast w Sonnę, ciastko trafiło w biedną Aiko Sato, która dopiero wchodziła do pomieszczenia.
-Hej! - krzyknęła jej koleżanka Mei - Lin. - Może zamiast się kłócić, napijemy się herbatki? - spytała uśmiechnięta kotołaczka, podnosząc prawą łapkę w której trzymała imbryczek.
PAC!
Mei dostała bezą prościutko w twarz. Sechmet, sprawczyni ataku, uśmiechnęła się pod lwim noskiem. Siedząca za nią Rawrchelle Growl zawyła ze śmiechu. Sech więc obróciła się w stronę koleżanki, by pokazać jej uniesionego kciuka, lecz...
PAC!
Wściekła Sech wycierając krem z twarzy obejrzała się, by ujrzeć napastnika, czy raczej napastniczkę - Sophieę Ochię.
- Możesz zacząć kopać sobie grób! - wrzasnęła Sech, Rawra stanęła obok niej z kiełbaską zaciśniętą mocno w pięściach wilczycy, niczym uścisk zawodowego boksera szykującego się do ataku.
- Ja tylko odpłacam pięknym za nadobne - odrzekła Sophiea.
- Naprawdę, pięknie Ci w czekoladzie... - Cass parsknęła pod nosem.
PAC! Ona również dostała bezą.
- Odczep się wyliniała gwiazdko, teraz ja jej dokuczam! - Krzyknęła Sonn.
- WYLINIAŁA?! - Oszołomiona Cass wstała od stołu. - Cóż, ja przynajmniej nie mam kompleksu na punkcie swojej garderoby! - krzyknęła kotka, patrząc z pogardą na potarganą, dżinsową kurtkę, którą Sonna miała dziś na sobie
Sonn rzuciła wściekłe spojrzenie na Cass. Obie były tak zezłoszczone, że aż im piana szła z jam ustnych. Cloudia, Flora, San-Hee Sunna i Ori schowały się pod stół. Amelie, Blair Aiko oraz Mei za baniak z wodą, a Symphony po prostu czytała magazyn muzyczny, Sophiea natomiast stała tam gdzie stała niewzruszona i wycierała swoje grube, szpanerskie okulary. Nawet Sech i Rawra się wycofały.
Kotołaczka i hybryda stały tak blisko siebie, że Cass czuła szampon do włosów Sonny, a Sonn truskawkowy błyszczyk Cass.
DRYŃ!! Rozległ się dzwonek na lekcje. Uczniowie, Blair, Sophiea, Yasina, San-Hee, Leah, Mia, Genevieve, Sechmet, Rawra, Aiko, Amm, Symph,Mei oraz inni zaczęli się pakować i rozchodzić do klas.
- Hej, przestańcie marnować siły witalne i chodźcie na lekcje! - krzyknęła San-Hee i pociągneła Ori. Właśnie miały być zajęcia złochowawcze, ulubiona lekcja duszycy, a San wiedziała, że pani Kindergrubber nie lubi spóźnień. Ori poszła za nią bez słowa sprzeciwu, sama nie chciała się spóźnić. Z trudem hamując emocje, Cass i Sonn rzuciły sobie niemiłe spojrzenia i rozeszły się w swoje strony.
- Kolejny uroczy dzień w towarzystwie jakże uroczych przyjaciół - mruknęła San-Hee, przenikając przez ścianę.

3

Tym czasem w umywalni Raquelle ścierała resztki kremu ze swojej spódnicy. Nie usłyszała nawet dzwonka zapowiadającego lekcje.
- Świetnie! - ironizowała harpia - Co jeszcze się wydarzy? Jestem spóźniona, w dodatku muszę oddać spódnicę do prania!
Raquelle stanęła obok ściany, by poprawić pióra, gdy.... ktoś przemknął obok niej. Raq przyparła się do ściany i ujrzała wysoką brunetkę o nienaturalnie wielkich, błękitnych oczach. Jej rzęsy były lekko kręcone, a ciało pokryte tak błyszczącymi kryształami, że nawet dzięki swojej najlepszej szlifierce Raq nie osiągnęłaby takich efektów. Z jej głowy wyrastały  zakręcone... czułki? Tak, to były czułki, niewątpliwie. Natomiast we włosach nieznajomej widniały...lody. Wpatrując się w nieznaną upiorkę Raq potknęła się o but, w przerażeniu otworzyła usta. Starała się, by tajemnicza upiorka jej nie zauważyła.
- Kto tu jest? - spytała "nowa", jej różowa, spływająca z rąk i nóg skóra lśniła pod światłem żyrandolu w korytarzu. "Nowa" nikogo nie zauważyła, więc wyjęła papier z torby, a wraz z nim różowy cieńkopis. Napisała coś, podrzuciła skrawek do góry i

PUFF!

papier zniknął. Raq wytrzeszczyła oczy ze zdumienia. W jednej chwili papier - tym razem fioletowy - wrócił tak samo szybko, jak zniknął. Raq zauważyła na nim wzorek w... lody na patyku? "Nowa" uśmiechnęła się pod nosem, czytając zawartość zwitka, chwyciła za cienkopis, który ku zdumieniu Raq ciągle wisiał w powietrzu i ruszyła (czy raczej lewitowała) wzdłuż korytarza. Raq chciała iść za nią, ale....

BUM!

Harpia wpadła wprost na wice - dyrektorkę i zastępczynię do spraw katastrof - Pannę Sue Nami.
- A panna McTharpyo, co robi na korytarzu? Z tego co mi wiadomo powinna być na...(SN spojrzała na swój szkolny harmonogram połączony z planami lekcji uczniów) Fobiologii? - huknęła potężna pedagog, jej możliwości nie kończyły się na naganie, mogła przypadkiem oblać Raquellle hektolitrami zimnej wody.
- No, tak ale... - Raquelle momentalnie spłonęła rumieńcem. - Zapomniałam... kredy.
- Kredy? - P. Sue Nam jakoś nie uwierzyła.
-Tak, kredy... nauczyciel kazał mi ją przynieść, wie pani, skrzydła i te pe... - Raq posłała pedagog swój najgorszy uśmiech skończonej idiotki.
- Więc... - ciągnęła P.Sue Nami.
- Więc...- nie rozumiała Raquelle.
- Więc... gdzie ta kreda? - spytała pedagog.
- Co? A tak... kreda. - Skóra na policzkach Raq znowu przybrała lekko czerwony odcień. - Kreda... no, nie było jej u woźnego... muszę wracać do klasy - odrzekła Raq i szybko pobiegła odpowiednich drzwi, a P.Sue Nami odpłynęła (dosłownie) korytarzem przy okazji (jak to miała w zwyczaju, oczywiście nieumyślnie) potrącając kosz na śmieci.

4

- Lekcja Fobiologii-

- Czyli... mówisz, że widziałaś jakąś nową osobę? - spytała Symphony Raquelle, próbując udawać, że interesuje ją czym jest kwas dezyksorybonukleinowy.
- Mhm... ja wam mówię, że coś się kroi - Raq szepnęła do Symph.
- A jaki odcień miała jej skóra? Różany? Cyklamen? Może...pudrowy? - Do rozmowy dołączyła się San.
-To nieistotne, ważne, że dzieje się coś baaardzo dziwnego - Raquelle wyglądała na urażoną pytaniem duszycy.
- Trzeba się dowiedzieć, kto to jest - Symphony dokańczała zadanie.
- To raczej się szybko zdarzy.... - zaczęła Raq. Ku jej osłupieniu w dopiero co otwartych drzwiach stała dyrektor Krewnicka.
- Moi drodzy uczniowie - zaczęła potomkini jeźdźca bez głowy - To jest Nasami - wskazała na różowo skórą nastolatkę. - Będzie się uczyć w waszej klasie, przywitajcie ją ciepło.
- Witaj, Nasami - klasa próbowała okazać swoje nikłe zainteresowanie.
-Hej, Symph, to jakaś twoja krewna ? - spytała San-Hee.
- Co masz na myśli? - nie zrozumiała kosmitka.
-No, chodzi mi o to, że jesteście bardzo podobne z budowy - odrzekła prostodusznie duszka.
Symphony zmierzyła nową klasową znajomą swoim wzrokiem. Rzeczywiście, Nasami miała równie duże oczy, proste włosy, kryształowe znamiona i po cztery palce u rąk, prawie że dokładnie tak jak u Symphony! Początkująca skrzypaczka obiecała sobie, że postara się o niej czegoś dowiedzieć. Nie mogła sobie odpuścić, nie pozwalała jej na to czysta ciekawość.

5

- Sprawdzałam po raz szesnasty i nic! - Troszeczkę za głośno rzekła Symph odchodząc od stanowiska komputerowego w bibliotece. Było już po lekcjach, więc uczniowie mieli czas dla siebie.
- Może to za mało? - spytała San. Symphony zgromiła ją wzrokiem typu "Nikt mnie nie docenia!" i z podniesionym podbródkiem wyszła z biblioteki. Czasem San-Hee nie wiedziała, co powiedzieć. Tymczasem Blair zaczęła mieć serdecznie dosyć szumu wokół jej osoby.
- Nie, nie! Mówię, że motywem przewodnim powinien być Vintage! - Amelie kłóciła się z Cassidy.
- Glamour jest milion razy bardziej lepszy! - wrzasnęła Cass. Aż nietoperze pod sufitem odleciały z miejsca drzemki.
Gargulica usiadła przy stole i zakryła uszy. Dołączyła do niej Genevieve, która próbowała dać jej radę, ale nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ wściekła gargulka krzyknęła:
- NIE WIEM! Okej? Glamour, Vintage, Haute Couture... to nawet nie jest już moje przyjęcie! Nikt. Absolutnie nikt nie spytał mnie, jak ja to widzę! - Blair była bliska histerii.
- Ale... ja tylko chciała Ci pomóc! - Zaczęła Gen.
- Jeśli chcesz mi pomóc, proszę zostaw mnie w spokoju. - Blair wstała, wzięła torbę i wyszła z pomieszczenia, zostawiając zdumioną jej bezczelnością kosmitkę.
Szła i Szła
Gargulica stanęła jak wryta. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Chwyciła za klamkę od dormitorium, pchnęła drzwi do swojego pokoju, kiedy...
-AAA! - krzyknęła córka paryskich gargulców. - KIM TY NA WARKOCZ BERENIKI JESTEŚ?! - Blair odniosła się do jednej z konstelacji, wrzeszcząc do dziewczyny, która siedziała na JEJ fotelu w JEJ kapciach.
- Jestem Michelle Cake - przedstawiła się. - A ty?

6

-Jestem panią tego pokoju! Blair DeGhoul! - gargulka ze złości zacisnęła pięści. Nie znosiła, kiedy ktoś dotykał jej rzeczy.
- Tortystycznie! Ty szczęściaro, nawet nie wiesz, jaka stoi przed tobą okazja. - Michelle ułożyła mięśnie twarzy w szeroki uśmiech. Blair wydał się nieco szyderczy.
- Słuchaj mnie, wątpliwie bardzo się zaciekawiłam Twoją osobą, ale w tej chwili mam... e.... - Blair się rozejrzałam -Skarpety. Tak, skarpety do poukładania, więc... może... opuścisz mój pokój? - Blair leciutko popchnęła Mich w stronę drzwi. Blair je zamknęła i myślała, że ma ją z głowy. Zdjęła buty i położyła się na swoim łóżku, gdy...
- Ej, to naplawdę doble! - Michelle siedziała na fotelu należącym do jednej ze współlokatorek Blair, Amelie i przeżuwała zapas ulubionych przekąsek gargulki - chałwy sezamowej z rodzynkami. Paryżanka miała dość.
- O NIE, chałwy to ja nie daruję - pomyślała Blair.
- Spokojnie, zrekompensuję Ci to... - Michelle wstała z satynowego fotela Amm i wykonała gest zacierania rąk. Blair nie wiedziała, co ją zaskoczyło bardziej, to, że Mich czytała w myślach, czy tort, który pojawił się w jej rękach. Michelle tymczasem przyłożyła dłoń do lewego ucha Blair i niczym magik wyjmujący monetę, wyjęła zza kamiennego narządu słuchu różową świeczuszkę.
- Powiedz życzenie! - Michelle nie mogła ukryć dreszczyku ekscytacji. Ku kolejnemu zdumieniu Blair, świeczka w jej dłoni zapłonęła, skrząc się. Gargulicy zdawało się, że pokój zrobił się ciemniejszy.
Drzwi się uchyliły. Michelle przestraszyła się, na oczach Blair zamieniła się w parę i wyleciała z pokoju. Oszołomiona Blair stojąc na pluszowym dywaniku, została sama z tą felerną urodzinową świeczką.
Do pokoju weszły Amelie i San-Hee. Blair spojrzała na swój zegarek, a dokładniej jego cyferblat.
Była 20 :48
Dziewczyna przybrała minę typu "What the Hell?" i stała jak głupia.
- I jak Ci się podobało na spotkaniu, moja siostro? - Amm spytała San. Obie uczęszczały do "Stowarzyszenia Karmazynowych Kokard", najbardziej prestiżowej organizacji dla dziewcząt. Członkinie stowarzyszenia cechowały się swoimi pięknymi pelerynami, same były określane mianem Kokardyn.
- Było wspaniale, ma siostro - uśmiechnęła się San, okrywając się kołdrą. Amm i San często zwracały się do siebie per Siostro. To taki stowarzyszeniowy żarcik. Blair nie wiedziała, że chcą również ją tam wkręcić.
Amelie życzyła San i Blair dobrej nocy, po czym założyła swoją maseczkę do snu i zasnęła. San-Hee wpatrywała się w Blair, nie wiedzieć czemu, stwierdziła, że sama nie trafi do łóżka. Użyła telekinezy (całe szczęście gargulce są z kamienia, w przypadku Blair z marmuru) i położyła ją pod należącą do gargulki błękitną pościel, po czym idąc w ślady Amm zasnęła.
Blair zorientowała się, co się stało i nakryła się kocem. Tej nocy parę razy wstawała, by napić się wody, kiedy udawało jej się na powrót zasnąć, męczyły ją senne koszmary. To była zdecydowanie noc, którą gargulka na zawsze zapamięta.

7

Od samego samego rana gargulka czuła się nie za dobrze. Bolała ją głowa i dostawała oczopląsu wpatrując się w pozostawioną przez Michelle świeczkę. Nie to, by Blair ją polubiła czy coś, ale zniknięcie w obłoku pary zdecydowanie nie jest czymś normalnym. Była sobota, więc nasza gargulka miała czas dla siebie, a że nie umiała odmówić zbłąkanym duszom, dzielnie dzierżyła chustę uszytą przez Amelie, kiedy San-Hee cykała jej focie.
- W prawo, skup się! - czarnowłosa Japonka próbowała zwrócić na siebie uwagę.
"Gdybym Ci tego nie obiecała jakieś trzy dni temu, teraz bym smacznie spała do trzynastej. Brawo ja, zostałam masochistką" kajała się w myślach Blair.
- Wydaje mi się, że jest okej... -Blair zeszła z oparcia krzesła, jeszcze chwilka, a na pewno załamało by się pod jej marmurowym ciężarem.
- I... MAMY TO! - Krzyknęła Sunny niczym zawodowy reżyser filmowy na planie.
- Niech to lustrzanka! - San skierowała swoje spojrzenie na zegarek, który umieszczony był na jej prawej ręce.
- Już piętnasta! Amm i Cloudia na nas czekają! - San-Hee w pośpiechu (oczywiście przy użyciu telekinezy, bo jakżeby inaczej?) spakowała sprzęt.
- Uch... ale mi się nie chce iść... - Gargulica sprawiała wrażenie zmęczonej samym (nie)życiem, więc duszyca podniosła ją przy użyciu wyżej wspomnianej zdolności, nałożyła jej sweter na ramiona i wyciągnęła ją z pokoju.
Blair się nie odezwała. Czasem zadziwiała ją bezczelna pewność siebie San-Hee.
Duszyca natomiast była dumna z siebie, brak sprzeciwu ze strony Blair oznaczał, że Sannie posiada u niej duży autorytet.
Drzwi zatrzasnęły się z głośnym hukiem.

8

Tymczasem Amelie, Cloudia  oraz Violet Petal ustawiały krzesła w namiocie, w środku którego miało się odbyć przyjęcie urodzinowe. W powietrzu zapachniało różanymi perfumami i wiśnią, Blair i San dotarły na miejsce.
- Hej, co tam? - spytała Cloudia.
- Nic nowego - San-Hee poprawiła kucyki.
- Głowa mnie boli... możesz ciszej? - syknęła Blair.
San-Hee zadarła wysoko nos.
-Jeszcze Ci udowodnię że jestem Ci bardzo potrzebna - lekko poddenerwowana San odpłynęła w sobie znanym kierunku.
- Hmm - Violet wzruszyła ramionami, nie przejęła się reakcją duszycy (która swoją drogą miała jej pomóc w roznoszeniu plakatów zapraszających do przyjścia na kółko teatralne).
Anielica i roślinka wróciły do swoich czynności, wtem Blair kątem oka dostrzegła znajomą postać. To była ta dziwna dziewczyna, którą gargulica poznała nie tak dawno! Siedziała na ławce przy fontannie i ślepo patrzyła się w uczniów, kiedy zauważyła Blair. Uśmiechnęła się i przywołała ją gestem. Sceptyczna Blair wolała nie mieć już z nią nic do czynienia, aczkolwiek coś ją w tym wszystkim denerwowało i ciekawiło. Krocząc na swoich kamiennych nogach, podeszła do dziewczyny.
- Czego chcesz? - spytała Francuzka bez ogródek.
Michelle rzuciła na nią swoje lekko tępe spojrzenie i wypaliła:
- Naprawdę? Tego chcesz? - Upiorka wyglądała na zamyśloną, a wręcz smutną.
- SŁUCHAM? - Blair pomyślała sobie, że Michelle musiała we wczesnym dzieciństwie wypaść z kołyski, skoro gada takie rzeczy.
- Wiem, mnie się nie da zwodzić. Szkoda tylko, że nasza znajomość skończy się w taki sposób - Michelle była coraz bardziej enigmatyczna. Blair nie przepadała za osobami tego typu. Osób, którym wydawało, się że lubi zagadki. Gargulica lubiła wiedzieć na czym stoi.
- A, zostaw Ty mnie w spokoju! - Blair gwałtownie zerwała się z ławki, przeklęła w myślach Michelle w swoim rodzimym przerażanckim języku i poszła. Przypomniały jej się mroczne czasy w podstawówce. Tak się zdenerwowała, że nie zauważyła, iż z kieszeni spodni wypadła jej urodzinowa, różowa świeczka od Michelle. Nie zauważyła jeszcze jednego - wszystko podsłuchiwała Cherry.
Paryżanka usłyszała za sobą niepokojące odgłosy, obróciła się i zauważyła, jak dwie odziane w dość niecodzienne jak na porywaczy kolorowe ubrania próbują ciągnąć Michelle za sobą.
- Proszę, zostawcie... zostawcie  mnie! - Mich, która wyraźnie nie miała ochoty z nimi iść, zaczęła płakać. Blair poderwała się do lotu by jej pomóc, dwóch napastników (lub napastniczek) również wzlecieli do góry.
Stojącej nieopodal Cherry zabrało mowę, Violet i Cloudia oraz świeżo przybyłe San, Amm, Sora i Aiko oraz Candy i Mei, które usłyszały hałas, stały w przerażeniu patrząc, jak ich koleżanka walczy z porywaczami.
- Puśćcie ją, ciastogłowi! - wrzasnęła Blair zaciskając pięści, jeden z porywaczy (lub porywaczek) cisnął w jej kierunku promień, który oślepił gargulkę tak, że już słabowidząca Blair straciła równowagę.
-O oł... - wydała z siebie dźwięk.
Przestała machać skrzydłami i przyciągana siłą grawitacji spadła z około pięciu metrów z głośnym hukiem na ziemię, wprost do stóp szkolnych koleżanek.
Kiedy odzyskała świadomość, zauważyła, że napastnicy zniknęli - wraz z nimi Michelle.

9

- AHHHH - pisknęła Blair. Amelie i Cloudia opatrzyły jej zwichnięte skrzydło. - Wiedziałam, że są do bani, aczkolwiek nie wiedziałam, że aż tak - Gargulica próbowała zażartować, ale powiedzmy szczerze: nie wychodziło jej to. Poczuła się lekko... winna (?) za to, co się stało z Michelle, dobra, nie przypadła jej do gustu, ale gargulica nie życzyła nikomu... czegoś takiego.
- Co tam się stało? - spytała Violet.
- Jakieś dwie osoby porwały Michelle - odparła Cherry.
- Czekaj... skąd Ty właściwie znasz jej imię? - zapytała szczurzycę Blair, jednocześnie łapiąc się za głowę.
- Ja wiem wszystko o wszystkim - Cherry się uśmiechnęła. Tak jak tylko ona potrafi.
- Siedź spokojnie, nie przemęczaj się - Amelie poprawiła bandaż na skrzydle Blair.
San, Aiko, Cloudia i inne upiorki zaczęły wypytywać gargulkę o jej relację z porwaną.

ŁUP

Upiorki  momentalnie obróciły się, na chodnik upadł ciężki plecak.
- Michelle PORWANA?! - Nasami stała za upiorkami z szeroko otwartymi ustami i zwężonymi brwiami.
- CZY TY WIESZ DO CZEGO ZEŚ DOPROWADZIŁA?! - Nasami uniosła oskarżycielsko palec w kierunku gargulicy.
Blair spłonęła rumieńcem, wszyscy się na nią wpatrywali. a gargulka bardzo się peszyła. gdy ktoś na nią patrzył. Teraz musiała im wszystko opowiedzieć.

10

Nasza gargulka w charakterystyczny dla siebie sposób skróciła upiorkom wydarzenia ostatnich kilku godzin. Tymczasem Nasami, która jak się można było domyśleć chodziła w kółko po cichu mamrocząc: "To źle, baaardzo źle..." W pewnej chwili stanęła, jakby zobaczyła coś niecodziennego i z miną odkrywcy wydała z siebie polecenie, a właściwie rozkaz:
- Wy, zbierajcie się i za mną!  - po czym ruszyła wprost do budynku szkoły.
San-Hee, Cherry, Raquelle, Lee, Genevieve, Aiko, Sonna, Sora, Cloudia, szczurzyca i Violet o dziwo bez słowa sprzeciwu posłuchały Nasami. Blair jak to Blair chciała ją poinformować, że nigdzie nie zamierza iść, zwłaszcza, że są dla siebie osobami obcymi. Zauważyła jednak minę Nasami i momentalnie przeszła jej ochota na rewolucję. Upiorki przedzierały się przez szkolny korytarz, było zdrowo po szesnastej, więc budynek nie gościł zbyt wielu uczniów. Dwanaście par modnie obutych stóp sunęło miękko po posadce za lewitującą Nasami. Żyrandole wylewały z siebie tak intensywny i nieznośny żar, że Blair mrużyła z bólu oczy, jej nastrój podzielała Cherry, która jako potomkini rodu szczurołaków przyzwyczajona była do półmroku, czy też całkowitych ciemności.  Zatrzymały się przed drzwiami do strachoteki, Nasami, San-Hee, Genevieve oraz Sora przeniknęły przez nie, reszta musiała ich użyć. Strachoteka, zwykle miejsce ciszy i wszelkiego ładu, sprawiała wrażenie lekko "roztrzepanej", Blair dostrzegła kilka porozrzucanych tomów encyklopedii oraz przyklejoną do blatu różową, najprawdopodobniej truskawkową gumę do żucia. O dziwo, o wiele bardziej zdenerwował ją fakt przyklejonej gumy niż rozrzuconych tomików. Z niesmakiem skrzywiła usta. Chcąc nie chcąc, przypomniała jej się jej kochana siostrunia Veronica, dla której guma na podłodze czy fotelu to była codzienność. Nasami latała od półki do półki. Ewidentnie czegoś szukała.
- MATKO! - syknęła. - Tu nie ma...
Jej wzrok padł na drzwi znajdujące się za biurkiem. Zleciała na dół i niezbyt grzecznie  spytała francuski, czy wie co za nimi jest. Blair, która wyczuła ton głosu Nasami, znowu powstrzymywała się przed odpysknięciem.
- Ależ oczywiście, że wiem - syknęła paryżanka przez zęby, próbując przywołać uśmiech. - Znajduje się tam dział niedostępny dla uczniów - gargulce udało się rozszerzyć usta w pełni.
- A ty, skąd to wiesz? - spytała Amelie.
- Było się tu i tam, hehe - gargulica chwilowo stała się enigmatyczna.
- Heloł! Chodźcie już, póki jesteśmy piękne i młode. - Nasami kopnęła w drzwi, które momentalnie się otworzyły. Upiorki zagłębiły się na chwilę w totalnej ciemności, ślepo podążając za Nasami.

11

Nigdzie nie było śladu nawet malutkiego promyczka.
- San-Hee, nie tykaj mnie w skrzydło - poprosiła Raquelle.
- Ale to nie ja... - głos Japonki zadrżał.
- Amelie? - Raquelle również zadrżała.
- Nie, to nie ja - odrzekła smoczyca.
- W takim razie, Cherry! - pisnęła Raq.
- Eeee, ja nie - słychać było, jak szczurzyca z nerwów obgryza swoje wypielęgnowane, pomalowane na soczystą żółć paznokcie.
- W takim razie... - znowu zaczęła harpia, lecz przerwał jej rozdzierający krzyk o takim poziomie decybeli, że w głowie by się nie mieściło, że został wydany z czyjegoś gardła.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
Nasami zapaliła światło.
- To tylko robak San-Hee - wydusiła z siebie zirytowana Blair, pocierając obolałe ucho. Jednocześnie zrzuciła pajęczaka ze skrzydła Raquelle.
- Ale on był taki tłusty iii włochaty, iii... - San próbowała się bronić. Lecz po chwili zamilkła. Upiorki stały przed duszycą z minami typu "Ja zaraz ją normalnie..."
- No co? - San wzruszyła przeźroczystymi ramionami. - Nie znoszę robaków, łażą i gryza, i...
W słowo weszła jej gargulica, która wytarła okulary, które zaparowały od temperatury panującej w pomieszczeniu.
- Przecież Ty nie czujesz dotyku. - Blair rzuciła jej znaczące spojrzenie niedocenianego eksperta.
- Ale i tak ich nie znoszę - San- Hee szybko pozbyła się wyrzutów sumienia. Blair przewróciła oczami.
Po tej jakże fascynującej wymianie zdań upiorki usiadły przy drewnianym, obitym w skórę stoliczku.
O dziwo wszystkie się zmieściły.
- Mam! - Nasami podleciała do nich z grubą książką koloru zgniło zielonego. Otworzyła usta:
- Siadać i słuchać... - Nie skończyła. W pomieszczeniu zrobiło się lodowato jak w najlepszej jakości nowej zamrażarce. Światło zgasło.

12

Przeciąg. Do tego można było porównać odgłos panujący w pomieszczeniu. Upiorki patrzyły na sytuację z przerażeniem. Jedynie San-Hee miała wątpliwości, rozejrzała się wokół i dostrzegła długi, koci...ogon. Teraz wszystko było dla niej jasne, wzięła się pod boki i krzyknęła z uśmieszkiem " Victoria Chainsmeow, wiemy, że to Ty!"
Znajome San obróciły się we wskazanym przez duszkę kierunku. Ze ściany wyłoniły się najpierw kocie uszy, a potem cała sylwetka wspomnianej Victorii.
- Nosz - zaczęła hybrydka - Kurczę, no i nici z zabawy.
- Jeśli podglądanie innych to zabawa, ubawiłam się po pachy - prychnęła Genevieve.
- Dobra, dobra - zaczęła Blair - Spieszy mi się - zwróciła się do Nasami - pokaż tą księgę.
Po wykładzie Nasami na usta Blair przyszły takowe słowa:
- Aha, świetnie... wystarczy znaleźć magiczną  koronę - gargulka dziwnie zaakcentowała słowa i wymachiwała paliczkami. - I ofiarować ją w cukierkowej świątyni i będzie po sprawie? Super, ale mam pytanko.
- Jakie? - spytała Nasami.
- Jak my się tam na mój iloraz dostaniemy? Nie dysponuję karnetem na podróże po wymiarach.
- A to wystarczy? - Amelie wyciągnęła z torebki swoje nożyczki.
- Nożyczki?- żachnęła się Raquelle.
- To są nożyce do wymiarów - wyjaśniła zorientowana w temacie Genevieve.
- No to tnij! Czekajcie... co się właściwie tym tnie? - dpytała Victoria.
- Ekhem, facepalm - Blair udawała, że kaszle.
- E... to chyba nie będzie potrzebne... - Violet wskazała na książkę, która zaczęła świecić. Nagle, nad rzeczą pojawił się duży, promieniujący okrąg.
Nożyczki Amm głucho upadły na ziemię.
- Ja nie... - Oczy Blair, która zdecydowanie była upiorem nauki, były wielkie jak jej soczewki okularowe.
- Słodki Radamerze! - pisnęła Cherry.
Blair aż przetarła okulary.
- Czyli mamy do tego wskoczyć? - pytała Vic. - To chore jak pomidor w tostach.
- BINGO! - Blair się zgodziła z opinią kotoduszki (warto doda,ć że gargulka też nie lubiła pomidorów w tostach).
- Jeny, ale z Was bojaźliwe osoby, tak, tam trzeba wskoczyć. - Nasami wskazała na portal.
- Ja się mam bać?! No chyba śnisz! - Raquelle pierwsza wskoczyła w świetlistą kulę.
- Jak mus... - Blair poszła w jej ślady. To samo San, Amelie, Victoria, Cassidy, Violet, Cici, Miusa, Genevieve, Cloudia, Cherry i Sora oraz Aiko, a także inne upiorki, a na końcu Nasami.
Portal jeszcze chwilę jarzył się światłem, po czym zniknął równie szybko i tajemniczo się pojawił.

13

- AŁA! - Cassidy potarła obolałą głowę. - Co to do jasnej ciasnej miało być?! - kotka chwyciła przedmiot, który upadł jej prosto na sam środek głowy.
-  Tu jest ciemno jak w ciemni. - San zabłysła swoim klasycznym tekstem. W mroku zalśniły trzy sylwetki Genevieve, Symphony i Nasami.
-Ej! Tam jest światło! - krzyknęła Raquelle.
- Nie, to tylko one- rzekła sucho Blair.
- Nie...tam. - Raq przekręciła głowę gargulki. - TAM!
Kula światła momentalnie otoczyła upiorki. Miały wrażenie, jakby rozpędzony do granic możliwości silnika pociąg nieuchronnie jechał w ich kierunku, a one same leżały na torach związane grubym sznurem, czekając na łatwy do przewidzenia rozwój wydarzeń. Teraz w pełni mogły się rozejrzeć.
- O. MÓJ. KOCIE! - krzyknęła Vic.
Blair, Gen i Raq stały z otwartymi ustami, a pozostałe upiorki z zachwytem przyglądały się widokom.
- Serio? Laska cukrowa? KARMELEK? - Cassidy rzuciła okiem na przedmiot, który przyprawił ją o ból głowy.
- Chyba znajdowałyśmy się w grocie - Gen spojrzała na "budowlę" za sobą.
- Tu wszystko jest ze... SŁODYCZY!!!- San w stanie euforycznego upojenia lewitowała między wyrastającymi z "trawy" (która tak naprawdę była watą cukrową) lizakami imitującymi drzewa, między błękitnym niebem, a różowo białą "trawą"  rozciągał się pejzaż gór pokrytych czymś białym, góry przypominały lody z polewą. Kamienie były wykonane z żelków, a ścieżki z karmelków. Dziewczyny znajdowały się na wzgórzu. Wokół było pełno pseudokamieni, a z boku wzgórza wypływała czekoladowa rzeka. Oprócz scenerii zmieniły się także ich ubrania.
- No, przynajmniej nie zmieniło nas stricte w cukierki. - Blair spojrzała po sobie.
- Popieram, bo choć lubię donuty, to to było by przegięcie. - Amelie dotknęła dołu swojej kreacji imitującej wcześniej wspomniane wyroby cukiernicze.
- Za dużo tu cukru, UGH - stwierdziła Sonna, zrobiła krok, a że nie miała w zwyczaju wiązać sznurówki, zaplątały się. Straciła równowagę... I poleciała telemarkiem z góry.
- SONNA! - krzyknęły upiorki.
- AAAA! CZEMU MNIE ZAWSZE COŚ TAKIEGO SPOTYKAAAA - wrzeszczała młoda gitarzystka rockowa.
Błyskawicznie oceniająca sytuację, San-Hee z pomocą telekinezy zatrzymała koleżankę tuż przed źródłem czekoladowej rzeki. Obyło się bez większych szkód, Sonna miała cały pokaźnych rozmiarów nos ubrudzony czekoladą.
- Może dlatego, że nie wiążesz sznurówek? Nech - San-Hee pomogła jej wstać. Sonna starła czekoladę z nosa pewnym ruchem ręki.
- Od dziś nienawidzę czekolady - rzekła.
- Przypomnę Ci to podczas przerwy obiadowej hihi - zaśmiała się San.
Reszta upiorek w krótkim czasie dołączyła do nich.
- Spójrzcie - Mei - Lin wskazała coś swoim palcem. - To chyba jakaś brama.
- No, więc tam chodźmy - pewnie rzekła Raquelle.
Po kilku minutach wędrówki zatrzymały się w połowie drogi.
- Czemu stoimy? Już jest blisko, - Genevieve była wyraźnie niezadowolona.
- ĆŚŚŚ, słyszycie? - Blair uciszyła kosmitkę.
- Ale co? Takie jakby "szru"? Jeśli tak, to tak - rzekła Victoria.
- Mhm - Blair podeszła do źródła dźwięku. Odchyliła gałąź krzewu i...
- Co porabiacie? - usłyszała radosny głos za plecami. Serce gargulicy prawie stanęło (o ile gargulce mają mięśnie sercowe) w głowie zaczęło jej pulsować. Obróciła się... i momentalnie ciśnienie gargulicy wróciło do normy.
- Dobra, to tylko ta rypnięta nowa - rzekła Blair.
- Wiecie co oddaje mój nastrój? Czekoladaaaaaa -  krzyknęła Nasami i mocno przytuliła Blair i San-Hee.
- Co jej odwaliło? - spytała Blair, próbując wydostać się z o dziwo silnych objęć kosmitki.
- Lubię osoby o wesołym charakterze, tulimy! - odpowiedziała San, której sytuacja się spodobała. 
- Matko, jak ja się cieszę, że już nie muszę udawać wrednej jędzy, by zmusić Was do przybycia tutaj, muszę przyznać, że nie wszyscy są tu miłymi osobami - ciągnęła Nasami wypuszczając duszkę i gargulicę. 
- Słucham?! - żachnęła się Blair, lecz Nasami zniknęła równie szybko jak się pojawiła.
- Dobra - zaczęła rozmyślać Mia - sytuacja wygląda tak, są tu przewrażliwiona pseudo gwiazdka, zdystansowana harpia, roztrzepana niczym mikserem duszyca, prawie niemowa, chaotyczna rockmanka, bezskrzydła demonica prędkości, oschła pani detektyw, ciekawskie pomieszanie kotołaka i ducha, naburmuszona jubilatka, obłąkana melodiami DJka, zdziwaczała poliglotka, wygłodniała szczurzyca, przewrażliwiona na punkcie swojej muzycznej pasji kosmitka, wredna roślina, odstrzelona niczym z pokazu haute couture następna hybryda i oczywiście ja.
- Nieźle nas podsumowała - stwierdziła Blair, mrucząc do Genevieve.
- Dobra - ucięła mumii Raquelle. - Jaki to ma związek?
- Proponuję znaleźć władcę tej krainy i popytać o tą... - zaczęła Amelie.
- Michelle - odrzekła Blair.
- Właśnie, znajdzie się, a my będziemy mogły stąd zmykać.
- Jestem głooodna - płakała Cherry.
Symphony złapała swoje uszy.
- Niech ona przestanie płakać! Siedź że cicho!  - wrzasnęła.
Wtem dało się słyszeć coś jak dźwięk strun gitarowych, Cherry momentalnie zamilkła. Próbowała się wysłowić, ale... straciła głos!
- Osz Ty Symphony, uwielbiam Cię - rzekła Blair.
- Aaa, ale, ale... jak ona... jak Ty... żeś... łał - jąkała się San-Hee.
Symphony wiedziała, że to dzięki jej specjalnej głosowej perswazji, jednak wolała tą zdolność ukrywać w obawie, że ktoś może ją źle wykorzystać. Wzięła więc oddech i po prostu skłamała.
- To nie ja, może po prostu struna głosowa jej pękła czy coś, wiecie, taki pisk, takie natężenie dźwięków nie jest dla krtani zbyt zdrowe.
Upiorki wzruszyły ramionami i ruszyły w kierunku czegoś, co wyglądało jak zamek, niewątpliwie był to zamek, tyle że ze słodyczy. Tu wszystko było ze słodyczy.
- Aż mnie mdli - harpia udawała odgłosy wymiotne.
- Ja chcę tam zamieszkać! - ekscytowała się San-Hee i w duchu przeklinała siebie za brak myślenia i zapominalstwo - nie wzięła przecież nawet telefonu!
Zrozpaczona Cherry, która była bliska płaczu, szybko za nimi pobiegła.

14

15

16

17

18

19

20

Lista postaci

Ciekawostki

  • Nazwa "Candyfornia" nawiązuje do Californii - stanie w USA.
  • Tytuł można przetłumaczyć jako "Słodkie Buu-rodziny"
  • Morałem w "filmie"  jest stwierdzenie  iż szczęście jest na wyciągnięcie ręki, sztuką jest je dostrzec.
  • Tło krainy w filmie nawiązuje do teledysków Katy Perry - "California Gurls" oraz "This is How we do"
  • W filmie debiutują: Piggie Hrum ,Michelle Cake, Asami Pralines i Marcy La'Sweet

Serie

'W filmie postacie pierwszoplanowe ukazane są w strojach o następujących tematach:

  • "Sweet & Sour" Stroje z motywami słodyczy (ciasteczka, pierniczki, pianki itp, itd)
    • Amelie  - Donut
    • Blair - Chałwa sezamowa
    • Genevieve - Laska cukrowa (taka jak na święta, czerwono biała, wiecie...)
    • San-Hee - Landrynki
    • Raquelle - Piernik
    • Cherry - Piegusek (ciastko)
    • Cassidy - Karmelki
    • Aiko alias Susie- Babeczki
    • Cloudia -
    • Mei - Lin - cynamonki (ciastka cynamonowe)
    • Sonna - kwaśne żelki
    • Mary -
    • Sora - Daifuku
    • Ani -
    • Violet - marcepan
    • Candy -
    • Victoria - Cukierki pudrowe
  • "Show your inner Vintage" Stroje na imprezkę Blair, której motywem jest Vintage.

Soundtrack

Piosenki w filmie 

  1. Justin Timberlake - Can't Stop the Feeling
  2. Katy Perry - Brthday (sama końcówka)
  3. Carly Rae Jepsen - I Really like you
  4. Flo Rida - I Dont Like it i Love it
  5. Mans Zelmerlöw - Heroes
  6. Demi Lovato - Really Don't care
  7. Pitbull ft. Flo Rida & LunchMoney - Greenlight
  8. Pitbull - Celebrate (scena finałowa)
  9. Years Years - King
  10. Katy Perry - This is How We do
  11. Madcon ft. Ray Dalton - Don't worry 

Galeria

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.