FANDOM


Amelie and 13 Birthday Disasters
~
~
Sezon ~
Poprzedni: Terror in Madread
Następny: ~

Amelie and 13 Birthday Disasters -

Streszczenie

Fabuła

Prolog

11 sierpnia. Amelie czekała na ten dzień przez cały ostatni rok. Jeszcze spała, kiedy pojedyncze promyki słońca przedzierały się przez firany przewiązane aksamitnymi, różowymi wstążkami. Telefon leżący tuż obok poduszki zawibrował i wydał z siebie dźwięk przywodzący na myśl odgłos wydawany przez nadjeżdżającą syrenę alarmową. Kocica otworzyła szeroko oczy, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Przeciągnęła się i podniosła z łóżka. Włożyła do ust miętową, orzeźwiającą gumę do żucia, po czym ubrała swoje różowe, puchate kapcie z wypchanymi głowami kotów i podeszła do biurka. Było na nim mnóstwo zdjęć, album do scrapbookingu, w którym Amelie zazwyczaj szukała inspiracji, naklejki, taśmy klejące, kleje z brokatem i wiele innych przyborów biurowych oraz papierniczych. Na środku stolika znajdowało się zdjęcie Blair i San-Hee - najlepszych przyjaciółek kotki. Zobaczywszy owe zdjęcie, przykleiła z tyłu gumę. Obok porozrzucanych zdjęć leżała zdobiona lista, złożona z trzynastu różnych podpunktów. Ostatni - trzynasty, był pusty. Amelie przyczepiła zdjęcie w pobliżu owej liczby, a po chwili do pokoju wbiegły przyjaciółki Amm z tortem, na którym było siedemnaście świeczek i prezentami.

- Wszystkiego naj, siostro! - krzyknęła Blair i wyciągnęła ramiona do przodu. Trzymała prezent misternie zapakowany w błękitno-turkusowy papier i przewiązany aksamitną, połyskującą wstążką w odcieniu granatu. 

- Najlepsze życzenia! A teraz, powiedz seeeer! - San-Hee położyła tort na stole i pstryknęła zdjęcie szczęśliwej i zarazem zszokowanej Amelie. - Pierwsze zdjęcie solenizantki! Urocze, doprawdy urocze, nieprawdaż? - zdjęcie wysunęło się po chwili z wnętrza różowego polaroida.

- Eee... Dziękuję... To naprawdę miłe z Waszej strony. - kotka milczała przez chwilę. - Skoro mamy już tort, to czemu by z tego nie skorzystać? - mówiąc to, zdmuchnęła na raz wszystkie świeczki, bardzo ostrożnie, aby nie zapalić ich ponownie, a przy okazji całego tortu.

- Popieram! - duszka podniosła rękę.

- Dobry tort nie jest zły! - gargulka wzięła tacę z tortem i zaczęła kroić ciasto na kawałki, co chwilę oblizując przy tym palce z nadmiaru bitej śmietany. - Najpierw Amelie.

- Dzięki wielkie. Same piekłyście?

- Aha! - krzyknęła z entuzjazmem w głosie San-Hee, połykając w tym czasie wisienkę 

Amelie miała mieszane uczucia. Z jednej strony była szczęśliwa, a z drugiej... nie cieszyła się faktem, że jest o rok starsza. Jej wzrok był skierowany na ozdobny napis wykonany z mlecznej czekolady - "Sto lat, Amelie" - przeczytała w myślach i westchnęła.

- Co się dzieje, Amm? Znam Cię jak nikt inny i potrafię rozpoznać kiedy jesteś zmartwiona. - upiorka odłożyła srebrny widelec i uśmiechnęła się do przyjaciółki. 

- Po prostu... Boję się, że za wiele oczekuję od świata...

- Co masz na myśli? - Blair nie rozumiała czasem kodu używanego przez kotołaczkę oraz jej enigmatycznych wypowiedzi.

- Może Wam to po prostu pokażę. - Amelie wzięła do ręki swoją urodzinow listę.

Blair wnikliwie wertowała wszystkie punkty, podczas gdy San-Hee zajadała się wisienkami.

- Trzynaście życzeń Amelie... Co to?

- Moja urodzinowa lista życzeń. Od dzieciństwa planowałam, aby moje 17 urodziny były wyjątkowe. Chciałam, żeby te wszystkie życzenia się spełniły, a zwłaszcza... - urwała, albowiem gargulica jej przerwała. 

- ...ten sztywniak numer jeden? - Blair wskazała palcem na ów punkt, koło którego widniał napis "Solenizantka spotka Justina Bittera"

- Co? Nie... Mówiłam o trzynastce... A tak poza tym... to nie jest sztywniak...

San-Hee spojrzała Blair przez ramię. Jej uwagę przykuł punkt numer siedem, głoszący o najlepszej imprezie wszechczasów. 

- Na mą duszę! Na śmierć zapomniałam! - San-Hee zasłoniła usta przezroczystymi dłońmi, choć zdawała sobie sprawę, że nadal są widoczne.

Upioryżanka rzuciła jej przeszywające spojrzenie.

- O czym? - spytała Amelie.

- O... o... mmm... Nie pamiętam. - San zagryzła wargi pomalowane matową pomadką w kolorze fuksji. - W ogóle to muszę już iść. Umówiłam się z dziewczynami.

Po chwili, nie było po niej ani śladu. Wyleciała z pokoju jak poparzona. Jednym ruchem dłoni poprawiła kitkę i odleciała z prędkością światła w kierunku dziedzińca. 

Tymczasem, na dziedzińcu pojawił się duży samochód. Wysiadła z niego dojrzała i promienna kobieta. Jej włosy były ciemne, lekko kręcone i misternie ułożone z tyłu głowy. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech. Chwilę później weszła do budynku. 

- Tak zmieniając temat, nie jest Ci gorąco? - spytała Blair, wachlując się przy tym dłonią. Po chwili rozległ się długi, głośny alarm, a z głośnika dobiegał głos Pani Dyrektor Głowenii Krewnickiej:

- Drodzy uczniowie! Proszę o natychmiastowe opuszczenie szkoły! W pobliżu skrzydła z pokojami uczniów wybuchł pożar. - w głosie pani Krewnickiej słychać było lęk i niepokój. Amelie stała jak wyryta. Gargulica bez zastanowienia złapała Amelie za rękę, a lista upadła na podłogę. 

Życzenie numer jeden

"Solenizantka spotka Justina Bittera"

Po kilku minutach, wszyscy uczniowie byli już na dziedzińcu. Ze szkoły wyszła ta sama, tajemnicza kobieta, która pojawiła się przed budynkiem tuż przed ogłoszeniem alarmu. 

- To nic takiego. Najwyraźniej, smok zajmujący się systemem grzewczym zachorował na grypę. Został na tę chwilę zwolniony z wykonywania swoich obowiązków zawodowych. - oznajmiła i uśmiechnęła się.

- A co z akademikiem? Gdzie mają się zatrzymać uczniowie, którzy jeszcze nie wyjechali na wakacje? - spytała Amelie, spoglądając na Blair.

- Z tym nie będzie najmniejszego problemu! Ogień nie zdążył jeszcze wystarczająco się rozproszyć. Straż pożarna już jest w drodze, aby skontrolować stan bezpieczeństwa i ugasić pozostałe płomienie.

- A ile czasu to Pani zajmie? - spytała San-Hee, wyłaniając się z tłumu.

- Jutro wszystko powinno wrócić do normy, a w razie komplikacji, najwyżej rok. Na Waszym miejscu nie przejmowałabym się tym.

Amelie pokiwała głową w odpowiedzi.

- Och, ty jesteś Amelie? - kobieta spojrzała na smutną i zamyśloną kocicę. - Udało mi się to wynieść. - uśmiechnęła się i podała dziewczynie listę.

Amm odeszła oddaliła się od reszty i westchnęła ciężko.

- To się nie dzieje naprawdę. Nie mnie. Nie dzisiaj! - kocica nie zdołała się nawet zorientować, że jest jeszcze w piżamie i kapciach. Przez przypadek, weszła w kałużę, a nadjeżdżający samochód zapewnił jej darmową kąpiel błotną. Mimo obrzydzenia i zdenerwowania, uniosła podbródek i poszła przed siebie. Zawędrowała na przystanek autobusowy. Usiadła na ławce obok słupa z rozkładem jazdy, zanim się obejrzała, Blair już tam była i przykryła ją swoim żakietem. - Dzięki kochana.

- Przykro mi, że musisz znosić takie rzeczy w dniu swoich urodzin... - Upioryżanka wyciągnęła z kieszeni spodni małe, różowe pudełko obwiązane połyskującą kokardką. 

- A co to? - Amelie wzięła do ręki pakunek. - Przecież już dostałam od Ciebie prezent.

- Masz urodziny, prawda? - Blair zmierzyła wzrokiem swoją przyjaciółkę.

- Nie bardzo...

- Proszę Cię. - nalegała gargulica.

Na twarzy kotki pojawił się uśmiech. Westchnęła i odsłoniła wieko pudełka. W środku znajdował się niepozorny, ale piękny wisiorek z połówką serca i napisem BF

- Kochana, nie trzeba było! Jest piękny! A gdzie druga część? - spytała Amelie.

Blair przybliżyła swój nadgarstek, na którym widniała bransoletka z identycznym sercem, lecz z napisem F.

- Przyjaciółki na zawsze... - zaczęła Amm. - To słodkie, Blair! 

- Podoba się?

- Oczywiście! To najlepsze co mi się dziś przytrafiło...

- Jest aż tak źle? 

- Tak! Planowałam ten dzień od wieków. Dosłownie! To miał być dzień, w którym zacznę doświadczać wszystkich cudownych rzeczy związanych z dorosłością. Takich jak wolność, prywatność, prawo do wyrażania własnej opinii i samodzielne podejmowanie decyzji. A tymczasem ten jedyny i wyjątkowy dzień jest najgorszym dniem wszechczasów. Chciałam, żeby wszystkie życzenia z tej listy się spełniły, aby uczynić ten dzień jeszcze bardziej wyjątkowym. Każdego roku zarzekałam się, że kolejne urodziny będą jeszcze lepsze od poprzednich, a tymczasem... Jest zupełnie na odwrót. Nie wiem co robię źle... Poza tym, gdzie mam urządzić moją imprezę, skoro Straszyceum praktycznie stanęło w płomieniach? - Kocica wymieniała coraz to nowe powody, dla których nazwała ten dzień najgorszym dniem wszechczasów.

- Nie martw się. Jest jeszcze wcześnie, na pewno zdarzy się coś dobrego. - Blair położyła przyjaciółce rękę na ramieniu, starając się ją pocieszyć.

- Jak co? Jazda autobusem do wampilerii? Faktycznie, wspaniały i bardzo ambitny plan na spędzenie siedemnastych urodzin. To najgorsze urodziny w historii urodzin. Ten dzień miał wyglądać inaczej... Miał być taki... magiczny...

Nagle, na przystanek autobusowy przyjechał duży, biały wóz pocztowy. Ze środka wysiadła kobieta, wyglądająca dziwnie znajomo...

- Amelie Anne-Marie Nicolette Claire Annelise Abigail Adrienne Purrmeow? - spytała.

- Em... Tak. - odpowiedziała niepewnie Amelie.

- To dla Ciebie! - kobieta podarowała dziewczynie małych rozmiarów zawiniątko. - Wszystkiego najlepszego!

Amelie wzięła tajemniczą przesyłkę, a wóz zniknął tak szybko jak się pojawił. 

- Nie otwieraj tego! - krzyknęła Blair, widząc, że jej przyjaciółka przymierza się do odpakowania paczki. 

- Czemu?

- Poczta jest dostarczana do skrzynek, nie na przystanek autobusowy. A jak to jest coś, co nie powinno do Ciebie trafić? 

Amelie przejechała palcem po swoim imieniu napisanym na kopercie. 

- No dobrze, a jeśli to... coś łatwopalnego, służącego do autodestrukcji...? Jak... bomba na przykład! - Upioryżanka wymieniała powody, dla których otwieranie paczki mogłoby się źle skończyć, popijając przy tym soczek jabłkowo-pomarańczowy.

- To nie jest bomba, to mój prezent. I otwieram go! - kocica przewróciła oczami i dobrała się do wnętrza paczki. W środku znajdowały się ozdobne świeczki w kształcie gwiazd, przymocowane na długich, cienkich patyczkach, ponumerowane w kolejności od 1 do 13. Amelie przeczytała to, co było napisane z tyłu pudełka: - Pomyśl życzenie, zapal świeczkę i patrz jak Twoje urodzinowe życzenie się spełnia... Ekstra, świeczki... Wolałabym głupią kartkę.

Blair wyciągnęła z szarej koperty zapałki. 

- Chyba ktoś daje mi do zrozumienia, że powinnam zapalić jedną z nich... - Amelie otworzyła pudełko. - Czytaj numer jeden.

- Solenizantka spotka Justina Bittera... Kto ma takie marzenia? - Blair spojrzała z odrazą na listę. 

- ...ja na przykład! Zapalę jedną świeczkę. Przecież nic takiego się nie stanie. Jak to żart, to powrócimy do punktu wyjścia, czyli planowanych wcześniej zakupów. - Amelie wzięła świeczkę z pozłacanym numerem jeden. - Jak to mawiają, ryzyk fizyk. - zapaliła zapałkę, po czym przyłożyła ją do czubka świeczki i zdmuchnęła. W oddali pojawił się żółty autobus.

- Widzisz? Wiedziałam, że nic się nie stanie... - powiedziała Blair, kiedy zobaczyła jak drzwi autobusu się otwierają. Spod szkoły przybiegło co najmniej dwadzieścia upiorek. Ich piskom i krzykom towarzyszyła znajoma dla Amelie melodia. 

- JUSTIN BITTER!!! - krzyknęła jedna z dziewczyn, a po chwili dołączyły do niej inne. 

Z pojazdu wysiadł on... Justin Bitter, idol milionów dziewczyn na całej kuli ziemskiej. Z głośników dało się słyszeć jeden z jego najnowszych kawałków. Amelie była w szoku. Nie miała pojęcia co powiedzieć.

- Amelie Purrmeow? - spytał wampir.

Dziewczyna pokiwała głową i uśmiechnęła się głupio, skręcając przy tym pojedyncze kosmyki swoich włosów.

- Wszystkiego najlepszego. - podszedł do niej i pocałował ją w policzek. W jej oczach pojawiły się serduszka, a ogon również utworzył kształt serca. Dziewczyny stojące najbliżej słaniały się na nogach, a te stojące za nimi, trzymały je za ramiona. 

- Serio? To wszystko tylko dla jakiegoś upiorykańskiego gwiazdora? Zapamiętajcie, jak Justin, to tylko Timberchains! - zażenowana Blair zgniotła kartonik soku na widok celebryty, a jego cała zawartość się na niego wylała. Złapała Amelie za rękę i zaciągnęła do wnętrza autobusu. 

- Czy moje urodzinowe szczęście właśnie się do mnie odwróciło? - powiedziała Amelie, zajmując w autobusie miejsce przy oknie, naprzeciwko Blair.

- Osobiście, nie nazwałabym tego szczęściem, a raczej plagą... - Blair spojrzała przez szybę. Jej oczom ukazał się wianuszek upiorek, który otoczył gwiazdora. 

Amelie miała jednak inne zdanie. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Westchnęła głęboko na jego widok. 

- Kocham go od setek lat!

- Czy to nie dziwne, że po zdmuchnięciu świeczki Twoje życzenie z listy się spełniło? - Blair zmarszczyła nieco brwi i podrapała się po brodzie. Najwyraźniej, nie miała zbyt dobrego przeczucia na temat świeczek. Czuła, że coś za tym stoi, a raczej... ktoś...

- Ani trochę. Dziś jest mój wielki dzień i najwyraźniej, los również chce żeby był wyjątkowy. - powiedziała Amelie. Jej smutek i żal przerodził się w nieograniczone szczęście. Martwiła ją tylko jedna rzecz... Jej ubiór. Ale miała idealne życzenie na tę okazję. 

Życzenie numer dwa

"Solenizantka będzie miała najlepsze ciuchy na świecie"

Autobus zatrzymał się na przystanku pod wampilerią. Był to bardzo słoneczny dzień. Upiory i upiorki chodzili od sklepu do sklepu, aby skorzystać z wszelkich promocji. W sklepowych witrynach widniały ogromne plakaty z napisami zachęcającymi do kupowania. Amelie uwielbiała miejski gwar i przepych, którego nie brakowało w centrach handlowych. Odkąd była małym kociątkiem chodzenie po sklepach i robienie zakupów sprawiało jej niemałą przyjemność. W miejskim środowisku czuła się jak ryba w wodzie, a raczej... niczym kot wśród kłębków wełny.

Amelie złapała swoją towarzyszkę za rękę i pociągnęła za sobą. Weszły do budynku. Jeszcze nie zdołały dobrze się rozejrzeć, a usłyszały z oddali znajomy głos. 

- Hej dziewczyny! - krzyknęła Draculaura, która na widok Amelie podbiegła do niej i przytuliła ją mocno. - Wszystkiego naj! 

Na twarzy kotki pojawił się szeroki uśmiech. Po chwili, dołączyły do nich również Cleo, Ghoulia, Abbey, Clawdeen, Lagoona oraz... Frankie. Na widok tej ostatniej uśmiech Amelie zmienił się w grymas. 

- Jeszcze więcej wspaniałych projektów i weny do tworzenia! - wilkołaczka dołączyła się do życzeń. 

- Samych piramidalnych prezentów! - powiedziała mumia, przybierając iście egipską pozę.  

- Najlepszego, rybeńko! - życzyła Lagoona. 

- Yechhaayy... - wydukała zombiaczka, wokół której unosiły się muchy. 

- Wszystkiego co najlepsze i najnowszej płyty Himalajskich Jaków! - krzyknęła Abbey. Dziewczyny zmierzyły ją wzrokiem. - No co? To przecież najlepszy zespół!  

- Dzięki dziewczyny! Jesteście kochane! - wszystkie zebrane upiorki przytuliły się do siebie, oprócz jednej... Frankie wyraźnie dawała do zrozumienia, że jest niezadowolona. Podczas gdy jej straszyciółki składały życzenia solenizantce, ta jedynie przewróciła oczami i z zażenowaniem piła swojego shake'a.  

Kilka minut później, dziewczyny rozdzieliły się. Clawdeen, Draculaura i Frankie poszły do kina, Lagoona i Abbey na siłownię, a Cleo zaciągnęła Ghoulię na otwarcie nowego sklepu obuuuwniczego. Amelie wraz z Blair weszły do pierwszego-lepszego magazynu.

- Możesz mi powiedzieć, dlaczego zaciągnęłaś mnie do składzika!? - bulwersowała się Upioryżanka. 

- Muszę w końcu pozbyć się tego... - Amelie przeciągnęła ramionami wzdłuż tułowia. - ...niekonwencjonalnego odzienia.

- Jaki to ma związek z zamknięciem w składziku? - Blair skrzyżowała ręce na klatce piersiowej  i rzuciła Amelie pytające spojrzenie.

- Zobaczysz. - kocica zatrzasnęła drzwi, wyciągnęła z kieszeni świeczki i listę, którą podała swej straszyciółce. - Czytaj numer dwa. 

- Solenizantka będzie miała najlepsze ciuchy na świecie... Serio...? - hybryda spojrzała na przyjaciółkę znad kartki. - Przecież już masz najlepsze ubrania... Zresztą, nawet samorząd uczniowski ofiarował Ci statuetkę za najlepsze stylizacje w szkole.

- Ekhem... Odkąd Straszyceum stanęło w płomieniach jestem skazana na TO. - kotka wyraźnie zaakcentowała ostatni wyraz. - A to życzenie jest moim jedynym kołem ratunkowym. 

Mówiąc to, zapaliła świeczkę z numerem dwa. Zdmuchnęła płomień, a po chwili, miotły, wiadra, mopy i białe ręczniki przemieniły się w cudowną, przepełnioną dodatkami, ubraniami i butami garderobę. Na samym środku pomieszczenia stała ta sama kobieta, którą spotkały rano. Miała średniej długości, falowane włosy w kolorze brązowym, żółtą bluzkę z falbanami, złoty naszyjnik, złote, okrągłe kolczyki oraz kolorystycznie dopasowane szpilki i ołówkową spódnicę. Przez jej szyję był przewieszony krawiecki centymetr. Z jej twarzy nie schodził uśmiech, a charakterystyczne zdobienia na ciele sugerowały, że jest dżinnem.

- Hej hej! - powiedziała. 

- To wszystko jest takie piękne! - krzyknęła Amelie.

- Co ty nie powiesz? Nie mogłam się doczekać tego życzenia, uwielbiam zakupy! A szczególnie darmowe!

- Nie wiem od czego zacząć...

- I właśnie dlatego tu jestem.

Blair złapała Amelie za ramię i odciągnęła na bok.

- Czy nie wydaje Ci się to dziwne, że ktoś obcy pojawia się znikąd, daje Ci magiczne świeczki i niecałą godzinę później spotykasz go w składziku, który zmienia się w mimi-butik? - Blair nadal nie wierzyła w magię urodzinowych świeczek. Była raczej typem osoby twardo stąpającej po ziemi.

- Ona nie jest zupełnie obca! - powiedziała, po czym zwróciła się do tajemniczej kobiety. - Wiesz, wyglądasz bardzo znajomo...

Ta uśmiechnęła się i zaśmiała. Kotka podbiegła do wieszaka i zaczęła wybierać sukienki, które najbardziej wpadły jej w oko, pasujące kolorystycznie buty, kolczyki, bransoletki, torebki...

- Nie, nie zrobimy tego! - burknęła Blair. 

- Dlaczego? - spytała Amelie zdenerwowanym tonem.

- No właśnie, dlaczego? - dołączyła do niej brunetka.

- No bo...

- Daj spokój, Blair. Dziś są moje urodziny... Pozwól mi korzystać z urodzinowego szczęścia. - Amelie podkuliła ogon i zrobiła minę niczym kot ze Shreka. Jej oczy optycznie się powiększyły.

- Eh... Powiedz nam kim jesteś... - zarządała Blair, opierając ręce na biodrach.

- Jestem Destiny i chcę spełnić trzynaście życzeń Amelie! - krzyknęła z entuzjazmem.

Na twarzy Blair pojawił się grymas.

- No weż...  To jest najcudowniejsza, najpiękniejsza, magiczna rzecz, która mi się przytrafia! Za piętnaście lat, spojrzysz w stecz i pożałujesz, że nie ubrałaś tego kompletu. - Amelie zdjęła z wieszaka elegancki komplet składający się z białej koszuli z czarnym krawatem oraz różowymi guzikami, szarej marynarki z niebieskimi mankietami, niebieskich spodni z czarnym wykończeniem, czarnej kokardy na ogon oraz czarnych szpilek z puszystymi, różowymi pomponmi pasującymi kolorystycznie do guzików. 

Oczy gargulicy prawie wyskoczyły z orbit. Była zachwycona doborem kolorów, fakturą marynarki, różowymi pomponami na szpilkach, ale zwieńczenie stylizacji znacznie przerosło jej oczekiwania.

- Do tego stroju, idealnie będzie pasować ten melonik... - powiedziała Destiny, wyciągając zza pleców czarny kapelusz przewiązany kokardą w tym samym kolorze, co guziki i pompony.

- MELONIK!? - krzyknęła i przytuliła do siebie kapelusz, a po chwili ochłonęła nieco i spojrzała na Destiny. - Tak dla jasności... Jesteś magicznym stworem, jakby wróżką?

- Można tak powiedzieć, ale wolałaym określenie "dżinn". - powiedziała pokazując palcami cudzysłów.

- Ale nie taki z lampy? 

- Słuszna uwaga. Jestem urodzinowym dżinnem.

- To nie brzmi pewnie...

- Blair...

- Czarujesz tylko w czyjeś urodziny, tak?

- Tak, mogę spełniać tylko urodzinowe życzenia, a dziś... są urodziny Amelie! I osobiście muszę dopilnować żeby były najlepszymi urodzinami w historii! A teraz... wrzuć na luz, Blair i ciesz się ciuchami... Zamknijcie oczy i pozwólcie magii działać... - Destiny pstryknęła palcami, a ubrania, w których weszły do magazynu zmieniły się w przepiękne, olśniewające i błyszczące kreacje.

- Odkąd pojawiłam się w Straszyceum, czego bym nie robiła, Frankie była lepsza. Nie mogła spocząć dopóki nade mną nie zatriumfowała! Ale dzisiaj, zdecydowałam, że nie dam się więcej pokonać... Mam plan, a to życzenie to dopiero początek słodkiej zemsty... - Amelie zaczeła swój monolog na temat rywalizacji z Frankie.

- Uważacie, że Frankie i jej koleżanki mają najlepsze ciuchy w szkole? - spytała dżinnka, poprawiając przy tym białego, materiałowego kwiata na połyskującym żakiecie Amelie.

- Eh... i buty, i torebki. - powiedziały jednocześnie Blair i Amelie z zamkniętymi oczami.

- No to nigdy więcej.

Amelie i Blair wyszły z magazynu w nowych, cudownych strojach. Frankie i jej koleżanki siedziały w kawiarni. Clawdeen, Draculaura, Cleo, Lagoona, Ghoulia i Abbey podbiegły do nich, aby z bliska przyjrzeć się nowym outfitom swoich koleżanek z klasy. Po chwili, wokół nich zebrało się jeszcze więcej upiorek, wśród dnich pojawiła się również Spectra.

- Doszły mnie słuchy, że w centrum szponowym wyprzedają 

Lista postaci

Ciekawostki

Soundtrack

  • Fright Song - intro
  • Debby Ryan - A Wish Comes True Every Day - główny motyw filmu
  • Madonna - Material Girl
  • Justin Timberlake - CAN'T STOP THE FEELING!
  • Clean Bandit - Symphony ft. Zara Larsson 
  • Ariana Grande - They Don't Know
  • Ariana Grande - Right There
  • China Anne McClain - Calling All The Monsters
  • Katy Perry - Birthday 
  • Trolls Cast - Move Your Feet
  • Katy Perry - Teenage Dream
  • Lady Gaga - Just Dance - ft. Colby O'Donis
  • Lady Gaga - Born This Way

Serie

Galeria

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki